Kapusta duszona z grzybami shiitake

IMG_1593

Co jeść zimą, kiedy warzywa i owoce takie bidne? Może niektórych z Was to zaskoczy, ale kapusta, kapusta i jeszcze raz kapusta. Nasi dziadkowie kapusty jedli dużo, a potem orzeczono, że kapusta, to takie nic specjalnego. Ciężko ją ułożyć na talerzu, brzydkie to jakieś i jeszcze się puszcza po niej bąki. Nic bardziej mylnego. Kapusta jest niesamowicie bowiem zdrowa, a dobrej jakości kapucha i odpowiednio użyte zioła zapobiegną „lewitacji”. Należy jednak spełnić jeden wymóg. Kupić dobrą kapustę. Zawsze zachęcam Was do poszukiwań dobrego produktu, ale tutaj jest to kluczowe. Kapusta musi być bowiem kiszona. Tylko wtedy zachodzi fermentacja pod wpływem kwasu mlekowego i tylko wtedy Wasze jelitka będą się cieszyć. Kapusta, nie dość, że świetnie wpłynie na układ pokarmowy, dostarczy nam zdrowych bakterii, wielu witamin, to jeszcze przyczyni się do zwalczenia stanu zapalnego w organizmie. Wzmocni odporność naszego organizmu, a ponadto, dzięki zawartości przeciwutleniaczy zmniejszy ryzyko wystąpienia nowotworów. Kapusta kwaszona octem nie będzie mieć takich właściwości. Dlatego wyruszcie na poszukiwania, pytajcie, patrząc głęboko w oczy sprzedawcom, czy ma ocet. Pożyczcie od sąsiadki dziecko i mówcie, że to dla dziecka 🙂

Ja postanowiłam jeszcze podnieść walory mojej kapusty i dodać do niej grzyby shiitake. Są już dostępne w Polsce zarówno surowe (widziałam nawet w Carrefourze), jak i suszone. Grzyby te są nawet nazywane „eliksirem życia”. Podobnie jak kapusta wzmocnią naszą odporność, dostarczą wielu cennych witamin, a dzięki substancji zwanej lentinan mają duże działania antynowotworowe. Ponadto, dzięki zawartości niacyny (witamina B6) mogą pozytywnie wpłynąć na nasz nastrój.

  • ok 1 kg kapusty kiszonej
  • 2 marchewki
  • cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oliwy
  • kilka grzybów shiitake (suszonych lub świeżych)
  • kilka suszonych grzybów leśnych
  • garść rodzynek
  • 2 łyżeczki kuminu rzymskiego
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • kilka liści laurowych
  • kilka goździków
  • 2 anyże
  • łyżeczka imbiru
  • łyżeczka kurkumy
  • łyżeczka kozieradki
  • łyżeczka majeranku
  • 2 szklanki bulionu warzywnego (może być na bazie ekologicznej kostki)

Rozgrzać oliwę. Wrzucić cebulę pokrojoną w kostkę, anyż, goździki, ziele angielskie i listki laurowe. Podsmażyć 5 minut. Dodać pokrojony w kostkę czosnek. Podsmażyć minutę. Dodać pokrojoną kapustę i starte na drobnych oczkach marchewki. Dodać rodzynki, grzyby leśne i pokrojone lub połamane na mniejsze kawałki grzyby shiitake. Zalać bulionem, dodać pozostałe składniki i dusić na wolnym ogniu ok. 3 h. Co jakiś czas zaglądać do kapusty, jeżeli płyn wyparuje, to należy dodać trochę wody, żeby kapusta się nie przypaliła.

IMG_1602

 

 

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na:

Rosół mocy

IMG_0871
Ten wpis dedykuję mojej Mamie. U mnie w domu rosół był królem. Często w sobotni ranek budził mnie w domu zapach rosołu. Z dużą ilością warzyw i mięsa. Esencjonalny, gotowany kilka godzin w wielkim garze. Oddzielnym rytuałem było wspólne przygotowywanie makaronu. Robiłyśmy go mnóstwo, układałyśmy na lnianych ściereczkach, a potem cały tydzień był w domu gar z rosołem i domowy makaron. Wtedy oczywiście wydawało mi się to nudne, ale teraz naprawdę rozumiem ten rosołowy rytuał. Rosół bowiem posiada moc. I ja w to wierzę absolutnie!
Za czasów naszych babć, w okresie przeziębieniowym, na pierwszy rzut szedł rosół. Poza tym, że zupa mocy zawiera właściwości rozgrzewające i stymulujące nasz układ odpornościowy, to świetnie wpływa na rozrzedzenie wydzieliny z nosa i gardła przy przeziębieniach. A to wszystko dzięki cudownemu składnikowi, który tworzy się przy długim gotowaniu kuraka – cysteinie. I tutaj uwaga! Cysteina zachowuje swoje właściwości przy niewielkim udziale soli, w związku z czym tak ważne jest, żeby nie używać kostek rosołowych i przypraw typu maggi. Ponadto, dzięki zawartości aminokwasów ( a konkretnie glicyny i proliny) zwiększa się wchłanianie składników odżywczych, które dobrze wpłyną na nasz układ pokarmowy. Jeśli czytaliście o uszczelnianiu jelit, to rosół na pewno dobrze się tutaj sprawdzi. Pamiętajcie, że uszczelnione jelita, to ogromna sprawa w walce z chorobami autoimmunologicznymi.
Skoro rosół jest dobry na wszystko, to warto zawsze mieć go w lodówce. Ja zawsze odlewam część bulionu, który piję samodzielnie lub gotuję na nim inne zupy. Z powodzeniem możecie bulion mrozić.
To teraz najważniejsza kwestia – jak ugotować rosół mocy?
Mój rosół jest nieco inny od tego maminego, ale kilka zasad się powiela 🙂

Co jest nam potrzebne, żeby ugotować dobry rosół mocy?
1. Dobre mięso
Wywar na mięsie, to podstawa rosołu. Możecie ugotować na samej kurze, ale ja często dodaję również trochę wołowiny, do czego i Was zachęcam. Najważniejsze, żeby mięso pochodziło ze sprawdzonego źródła. Kolejny już raz zachęcam Was do znalezienia takiego źródła. Jeżeli nie macie kogoś na wsi, to pytajcie na okolicznych targach, czy bazarach.

2. Włoszczyzna. Dużo warzyw zdecydowanie wzmocni aromat naszego rosołu.

3. Chilli
Nie rezygnujcie z niego. Posiada niezwykłe właściwości rozgrzewające.

4. Kurkuma
Niezwykle zdrowa przyprawa wykorzystywana od dawna w medycynie chińskiej. Ostatnio dużo się pisze o jej leczniczych właściwościach również u nas. A właściwości te są naprawdę niezwykłe: od zwalczania przeziębienia do zapobiegania chorobie Alzheimera. Poczytajcie o jej zaletach, a jestem pewna, że szybko wprowadzicie do swojej kuchni. Ja zwykle dodaję korzeń kurkumy, ale oczywiście może być też proszkowana.

5. Grzyby shiitake
Bardzo zdrowe. Podnoszą odporność, ale też dodają smaku. Nie może ich zabraknąć. Pamiętajcie, że znacznie zwiększają swoją objętość po ugotowaniu. Ja dodaję w całości, a później kroję.

6. Zioła
Wiadomo. Ziele angielskie, liście laurowe i lubczyk. Dzięki temu ostatniemu nasza nasz rosół będzie nie tylko zupą mocy, ale również miłości 😉 Moja Babcia zawsze dodawała do rosołu dużo lubczyku i przeżyła z Dziadkiem prawie 60 lat w ogromnej miłości, więc nie ignorujcie tego składnika 🙂

/na duży gar/
pół kury
szponder wołowy (wedle uznania, ale niech to będzie przynajmniej 30 dkg)
włoszczyzna (kilka marchewek, seler, kilka pietruszek, kawałek kapusty włoskiej, mały por)
2-3 cebule
kilka grzybów shiitake
2 cm korzeń kurkumy lub łyżka proszkowanej
2 papryczki chilli (jeżeli naprawdę nie lubicie, to można dodać ziarna czarnego pieprzu)
garść ziela angielskiego
kilka liści laurowych
garść lubczyku
trochę soli
6 l wody
natka pietruszki

Wlać do gara wodę, włożyć mięso. Zagotować. Odlać pierwszą wodę. Zalać mięso wodą jeszcze raz i gotować. Dodać obrane i pokroje w duże kawałki warzywa. Cebule najlepiej wcześniej opalić przy gazie. Jeżeli macie kuchenkę indukcyjną lub elektryczną, to polecam użyć płomień, taki jak do creme brulee (ja tak robię :). Chilli i korzeń kurkumy pokroić na mniejsze kawałki. Dodać do rosołu razem z pozostałymi przyprawami i grzybami. Gotować rosół na wolnym ogniu 4-6 h. Na koniec posolić. Rosół można podawać z warzywami, mięsem, pokrojonymi grzybami, a na koniec posypać posiekaną natką pietruszki.
IMG_0336

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na: