Rosół mocy

IMG_0871
Ten wpis dedykuję mojej Mamie. U mnie w domu rosół był królem. Często w sobotni ranek budził mnie w domu zapach rosołu. Z dużą ilością warzyw i mięsa. Esencjonalny, gotowany kilka godzin w wielkim garze. Oddzielnym rytuałem było wspólne przygotowywanie makaronu. Robiłyśmy go mnóstwo, układałyśmy na lnianych ściereczkach, a potem cały tydzień był w domu gar z rosołem i domowy makaron. Wtedy oczywiście wydawało mi się to nudne, ale teraz naprawdę rozumiem ten rosołowy rytuał. Rosół bowiem posiada moc. I ja w to wierzę absolutnie!
Za czasów naszych babć, w okresie przeziębieniowym, na pierwszy rzut szedł rosół. Poza tym, że zupa mocy zawiera właściwości rozgrzewające i stymulujące nasz układ odpornościowy, to świetnie wpływa na rozrzedzenie wydzieliny z nosa i gardła przy przeziębieniach. A to wszystko dzięki cudownemu składnikowi, który tworzy się przy długim gotowaniu kuraka – cysteinie. I tutaj uwaga! Cysteina zachowuje swoje właściwości przy niewielkim udziale soli, w związku z czym tak ważne jest, żeby nie używać kostek rosołowych i przypraw typu maggi. Ponadto, dzięki zawartości aminokwasów ( a konkretnie glicyny i proliny) zwiększa się wchłanianie składników odżywczych, które dobrze wpłyną na nasz układ pokarmowy. Jeśli czytaliście o uszczelnianiu jelit, to rosół na pewno dobrze się tutaj sprawdzi. Pamiętajcie, że uszczelnione jelita, to ogromna sprawa w walce z chorobami autoimmunologicznymi.
Skoro rosół jest dobry na wszystko, to warto zawsze mieć go w lodówce. Ja zawsze odlewam część bulionu, który piję samodzielnie lub gotuję na nim inne zupy. Z powodzeniem możecie bulion mrozić.
To teraz najważniejsza kwestia – jak ugotować rosół mocy?
Mój rosół jest nieco inny od tego maminego, ale kilka zasad się powiela 🙂

Co jest nam potrzebne, żeby ugotować dobry rosół mocy?
1. Dobre mięso
Wywar na mięsie, to podstawa rosołu. Możecie ugotować na samej kurze, ale ja często dodaję również trochę wołowiny, do czego i Was zachęcam. Najważniejsze, żeby mięso pochodziło ze sprawdzonego źródła. Kolejny już raz zachęcam Was do znalezienia takiego źródła. Jeżeli nie macie kogoś na wsi, to pytajcie na okolicznych targach, czy bazarach.

2. Włoszczyzna. Dużo warzyw zdecydowanie wzmocni aromat naszego rosołu.

3. Chilli
Nie rezygnujcie z niego. Posiada niezwykłe właściwości rozgrzewające.

4. Kurkuma
Niezwykle zdrowa przyprawa wykorzystywana od dawna w medycynie chińskiej. Ostatnio dużo się pisze o jej leczniczych właściwościach również u nas. A właściwości te są naprawdę niezwykłe: od zwalczania przeziębienia do zapobiegania chorobie Alzheimera. Poczytajcie o jej zaletach, a jestem pewna, że szybko wprowadzicie do swojej kuchni. Ja zwykle dodaję korzeń kurkumy, ale oczywiście może być też proszkowana.

5. Grzyby shiitake
Bardzo zdrowe. Podnoszą odporność, ale też dodają smaku. Nie może ich zabraknąć. Pamiętajcie, że znacznie zwiększają swoją objętość po ugotowaniu. Ja dodaję w całości, a później kroję.

6. Zioła
Wiadomo. Ziele angielskie, liście laurowe i lubczyk. Dzięki temu ostatniemu nasza nasz rosół będzie nie tylko zupą mocy, ale również miłości 😉 Moja Babcia zawsze dodawała do rosołu dużo lubczyku i przeżyła z Dziadkiem prawie 60 lat w ogromnej miłości, więc nie ignorujcie tego składnika 🙂

/na duży gar/
pół kury
szponder wołowy (wedle uznania, ale niech to będzie przynajmniej 30 dkg)
włoszczyzna (kilka marchewek, seler, kilka pietruszek, kawałek kapusty włoskiej, mały por)
2-3 cebule
kilka grzybów shiitake
2 cm korzeń kurkumy lub łyżka proszkowanej
2 papryczki chilli (jeżeli naprawdę nie lubicie, to można dodać ziarna czarnego pieprzu)
garść ziela angielskiego
kilka liści laurowych
garść lubczyku
trochę soli
6 l wody
natka pietruszki

Wlać do gara wodę, włożyć mięso. Zagotować. Odlać pierwszą wodę. Zalać mięso wodą jeszcze raz i gotować. Dodać obrane i pokroje w duże kawałki warzywa. Cebule najlepiej wcześniej opalić przy gazie. Jeżeli macie kuchenkę indukcyjną lub elektryczną, to polecam użyć płomień, taki jak do creme brulee (ja tak robię :). Chilli i korzeń kurkumy pokroić na mniejsze kawałki. Dodać do rosołu razem z pozostałymi przyprawami i grzybami. Gotować rosół na wolnym ogniu 4-6 h. Na koniec posolić. Rosół można podawać z warzywami, mięsem, pokrojonymi grzybami, a na koniec posypać posiekaną natką pietruszki.
IMG_0336

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na:

Puttanesca z cukiniowym makaronem

13840659_10153881367914091_694246419_o
Wokół pochodzenia sosu puttanesca krąży wiele opowieści. Wszystkie prowadzą do domów publicznych. Jest teoria, że spaghetti puttanesca gotowały dziewczęta, żeby przyciągnąć klientów. Inna głosi, że to szybkie danie przygotowywały sobie same, żeby nie tracić czasu na gotowanie. Pikantna wersja głosi, że taka wersja makaronu dodawała sił do dalszych gier miłosnych.
Zamiast rozpatrywać kolejne wersje i zastanawiać się nad pochodzeniem, proponuję po prostu uwarzyć taki sos. Wszak połączenie pomidorów, kaparów, oliwek, ostrej papryczki i oliwy jest cudownie pysznej w swej prostocie.
Do sosu zwykle używa się anchovies, ale ponieważ moja wersja jest bez makaronu, to dodałam tuńczyka, żeby danie było bardziej sycące. Możecie oczywiście przygotować wersję z makaronem jaki lubicie.

/2 porcje/
2 średnie cukinie
puszka tuńczyka w sosie własnym
mała cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki kaparów
garść zielonych oliwek
ostra papryczka
2 dojrzałe pomidory
2 łyżki oliwy
ser pecorino do posypania
ewentualnie owoce kaparów do ozdoby

Cukinie pociąć obieraczką do warzyw wzdłuż, a następnie pociąć na długie paski. Jeżeli macie specjalne obieraczki do makaronu spaghetti, to możecie użyć, ale moim zdaniem takie cukiniowe tagliatelle jest lepsze.
Posiekać w kostkę cebulę i podsmażyć na oliwie do zeszklenia się. Dodać pokrojoną drobno papryczkę, a chwilę później posiekany czosnek. Smażyć minutę. Sparzone i obrane ze skórki pomidory pokroić w kostkę i wrzucić na patelnię. Dusić 5 minut. Dodać oliwki, kapary, i tuńczyka. Dusić jeszcze kilka minut. Ewentualnie dosolić (spróbujcie wcześniej, bo kapary i oliwki są słone). Do sosu dodać makaron z cukinii i dusić chwilę, aż makarn trochę zmięknie. Ozdobić owocami kaparów, posypać serem.
13844145_10153881367674091_875288757_o

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na:

Tagliatelle z cukinii z krewetkami

tagliatelle z cukinii z krewetkami-3
Wydawało mi się kiedyś, że życie bez makaronu pszennego jest niemożliwe. Prosta pasta z jednym składnikiem była dla mnie jedną z ulubionych rzeczy. Nowe restrykcje jedzeniowe zmusiły mnie do nowych wyzwań kulinarnych. I tak okazało się, że oszukańczy „makaron” z cukinii stał się dla mnie dużym rarytasem. Przy okazji okazało się, że Małżonek jest mistrzem w wycinaniu cukinii w tagliatelle. On oczywiście zawsze dostaje makaron pszenny, ale ostatnio prosił o wymieszanie go z cukiniowym. I wołał o więcej 🙂

/2 porcje/
2 średnie cukinie
16-20 krewetek
cebula
1-2 ząbki czosnku
łyżka masła
100 ml białego, wytrawnego wina
3 łyżki śmietanki 30% lub 36%
1 papryczka chilli
2 łyżki startego parmezanu
natka pietruszki w ilości ulubionej

Cukinie pokroić wzdłuż obieraczką do warzyw. Ułożyć plastry jeden na drugim i pokroić nożem wzdłuż na wąskie paski. Krewetki obrać, umyć. Posiekać cebulkę i czosnek. Na rozgrzane masło wrzucić cebulę. Dusić kilka minut, dodać czosnek i krewetki. Podsmażyć 2-3 minuty. Dodać wino i śmietankę. Dusić 5 minut do lekkiego zredukowania sosu. Na ostatnią minutę dodać cukinię. Dokładnie wymieszać z sosem, dodać sól, pieprz i posiekaną papryczkę chilli. Przed podaniem posypać posiekaną natka pietruszki i startym parmezanem.
tagliatelle z cukinii z krewetkami-2

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na:

Ciasto czekoladowe z chilli i pijanymi wiśniami

ciasto czekoladowe-3
Moja Mama mówi, że do siódmego roku życia nie jadłam słodyczy. Nie dlatego, że moja Rodzicielka postanowiła mnie pozbawić słodkiej strony dzieciństwa. Po prostu słodycze mnie nie podniecały. I choć byłam dzieckiem, które zdecydowanie lubiło jeść, to w kręgu moich jedzeniowych zainteresowań były wytrawne konkrety. Chęć do słodyczy w końcu się pojawiła, ale zdecydowanie w kierunku wytrawnym. Stąd też największym słodyczowym rarytasem jest dla mnie gorzka czekolada i wszelkie wyroby i wypieki na jej bazie. Czekolada ma dla mnie w sobie coś magicznego, zmysłowego i namiętnego. Mieniąca się polewa czekoladowa zaczarowuje. Ponadto, czekolada ma taką właściwość, że świetnie wtapia się w różne smaki. Ja uwielbiam ją z kwaśnymi owocami, a także z chilli. To połączenie jest genialne. Cała kwintesencja tkwi w doborze odpowiedniej ilości chilli do czekolady. Chodzi o to, żeby w pierwszej chwili poczuć czekoladę, aby po kilku sekundach nasz język był podszczypywany nutą papryczki. Finalnie pozostajemy ze słodkim smakiem podkręconym ostrością papryczki. A jeżeli do tego dodamy jeszcze pijane wiśnie? Mam nadzieję, że rozumiecie już dlaczego nazwałam czekoladę namiętną 🙂
Przepis ten jest zaczerpnięty z ciasta czekoladowego Moich Wypieków.

150 g gorzkiej czekolady (min. 70%)
200 g masła
4 jajka
220 g brązowego cukru
150 g mąki pszennej
50 g płatków migdałowych
2 łyżki wytrawnego kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
50 ml mleka
150 g wiśni (mogą być mrożone)
40 ml wódki
1-2 łyżeczki płatków chilli
papryczka chilli do dekoracji

polewa
100 ml śmietanki kremówki 30-36 %
100 g gorzkiej czekolady 70%, posiekanej
szczypta płatków chilli

Wiśnie zalać wódką i zostawić najlepiej na noc. W garnuszku roztopić masło. Dodać posiekaną czekoladę. Zmniejszyć ogień, wymieszać rózgą kuchenną do otrzymania gładkiego sosu. Przestudzić.
W misie miksera umieścić jajka i brązowy cukier. Ubijać mikserem na wysokich obrotach aż powstanie pianka. Zmniejszyć obroty miksera i stopniowo do masy dodawać czekoladę cały czas miksując. Dodać do masy suche składniki, mleko i wymieszać (najlepiej nie mikserem tylko rózga lub łyżką).
Piekarnik nagrzać do temperatury 170 st. C. Ciasto przełożyć do blachy (może być wyłożona papierem do pieczenia) o wymiarach 20-22 cm. Piec ok 45 minut do „suchego patyczka”. Wyjąć ciasto, wystudzić.
Śmietanę kremówkę podgrzać w małym garnuszku, prawie do wrzenia, zdjąć z palnika. Dodać gorzką czekoladę i chilli, odstawić na 2 minuty. Po tym czasie wymieszać, do roztopienia się czekolady. Odstawić do lekkiego zgęstnienia sosu. Polać polewą wystudzone ciasto. Posypać odrobiną płatków chilli i ozdobić papryczką.
ciasto czekoladowe-2

ciasto czekoladowe-4

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na:

Makaron soba z kaczką i papryką

bagietka z kozim serem-3
Jestem fanką makaronu pod postacią wszelaką. No niestety, co począć. Próbowałam znaleźć jakiś zdrowszy odpowiednik. Makaron razowy zupełnie nie spotkał się z aprobatą w moim domu. Szary makaron soba też początkowo nie wywołał entuzjazmu. Szczególnie, że japoński makaron jest w głównej mierze wyrabiany z mąki gryczanej, która wywołuje asocjacje z kaszą gryczaną. A jak wiadomo – kasza gryczana jest największym złem kulinarnym tego świata 🙂 Okazało się jednak, że soba jest smaczna i szybka w przygotowaniu. W kuchni japońskiej makaron jest wykorzystywany głównie do zup, a w naszym domu zwykle przygotowywany jest z użyciem składników z półki azjatyckiej (zazwyczaj absolutnie spontanicznie). Spontanicznie też powstała dzisiejsza wersja z kaczką.

/2 porcje/
marynata do kaczki:
łyżka oliwy
łyżeczka octu ryżowego
łyżka sosu sojowego
łyżeczka przyprawy 5 smaków

2 małe piersi kacze (lub jedna większa)
140 g makaronu soba
cebula dymka ze szczypiorem
2 czerwone papryki (grillowane lub surowe)
łyżka ziaren sezamu
2 papryczki chilli
łyżka sosu sojowego
2 łyżki sosu hoisin (lub sosu ostrygowego)
łyżeczka tajskiej przyprawy chilli (opcjonalnie)
ząbek czosnku

Przygotować marynatę do kaczych piersi. Natrzeć je i odstawić do lodówki na 2 godziny. Nagrzać piekarnik do 200 st. C. Skórę kaczą naciąć nożem w kratkę. Wrzucić na nagrzaną patelnię od strony skóry. Smażyć 3 minuty, przerzucić i smażyć 1 minutę. Włożyć do piekarnika na 15-20 minut. Ugotować w osolonej wodzie makaron ( 3 minuty mu wystarczą). W tym czasie, na tłuszczu wytopionym z kaczki, podsmażyć papryki, pokrojoną cebulę i szczypior. Na koniec dodać pokrojony w kosteczkę czosnek. Dodać sosy i makaron. Kaczkę pokroić w plastry i ułożyć na makaronie. Na koniec ozdobić papryczką chilli.
bagietka z kozim serem-2

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na:

Świąteczny chutney z jabłek

IMG_0889
Lubicie obdarowywać swoich bliskich prezentami przygotowanymi przez siebie? Ja bardzo lubię, oczywiście tymi jedzeniowymi. Ten chutney został przygotowany specjalnie na taką okazję. Świetnie nada się na świąteczny stół do wędlin i mięsiw, będzie też dobrym dodatkiem do serów.
Przy produkcji takiego prezentu niezbędny będzie perfekcyjny mąż, który perfekcyjnie wyczyści słoiki z etykiet 🙂

/ok. 6 średnich słoików/

2 kg jabłek
200 ml octu jabłkowego
180 g cukru
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka goździków
1 łyżeczka ziaren kolendry
3 cm korzenia imbiru
3 cebule
3 małe, ostre chilli
1 łyżka oleju
sól

Obrać jabłka, wydrążyć z gniazd nasiennych, przekroić ćwiartki, a następnie w plastry. Ocet z cukrem zagotować. Kardamon, kolendrę i goździki wrzucić na chwilę na suchą patelnie, a następnie dorzucić do octu. Cebulę pokroić w kostkę i podsmażyć na oleju, dodać obrany i posiekany imbir. Podsmażyć kilka minut, a następnie dodać jabłka. Z chilli usunąć nasiona i drobno posiekać. Dodać do jabłek. Wlać ocet z przyprawami. Dusić ok. 40 minut. Wydłubać kardamon i goździki (jeśli ta opcja jest dla Was zbyt kłopotliwa, to dodajcie sproszkowane). Włożyć do wyparzonych słoików, zakręcić i postawić do góry nogami.

Dołącz do Pachnieobiadem.pl na: