Rosół mocy

IMG_0871
Ten wpis dedykuję mojej Mamie. U mnie w domu rosół był królem. Często w sobotni ranek budził mnie w domu zapach rosołu. Z dużą ilością warzyw i mięsa. Esencjonalny, gotowany kilka godzin w wielkim garze. Oddzielnym rytuałem było wspólne przygotowywanie makaronu. Robiłyśmy go mnóstwo, układałyśmy na lnianych ściereczkach, a potem cały tydzień był w domu gar z rosołem i domowy makaron. Wtedy oczywiście wydawało mi się to nudne, ale teraz naprawdę rozumiem ten rosołowy rytuał. Rosół bowiem posiada moc. I ja w to wierzę absolutnie!
Za czasów naszych babć, w okresie przeziębieniowym, na pierwszy rzut szedł rosół. Poza tym, że zupa mocy zawiera właściwości rozgrzewające i stymulujące nasz układ odpornościowy, to świetnie wpływa na rozrzedzenie wydzieliny z nosa i gardła przy przeziębieniach. A to wszystko dzięki cudownemu składnikowi, który tworzy się przy długim gotowaniu kuraka – cysteinie. I tutaj uwaga! Cysteina zachowuje swoje właściwości przy niewielkim udziale soli, w związku z czym tak ważne jest, żeby nie używać kostek rosołowych i przypraw typu maggi. Ponadto, dzięki zawartości aminokwasów ( a konkretnie glicyny i proliny) zwiększa się wchłanianie składników odżywczych, które dobrze wpłyną na nasz układ pokarmowy. Jeśli czytaliście o uszczelnianiu jelit, to rosół na pewno dobrze się tutaj sprawdzi. Pamiętajcie, że uszczelnione jelita, to ogromna sprawa w walce z chorobami autoimmunologicznymi.
Skoro rosół jest dobry na wszystko, to warto zawsze mieć go w lodówce. Ja zawsze odlewam część bulionu, który piję samodzielnie lub gotuję na nim inne zupy. Z powodzeniem możecie bulion mrozić.
To teraz najważniejsza kwestia – jak ugotować rosół mocy?
Mój rosół jest nieco inny od tego maminego, ale kilka zasad się powiela 🙂

Co jest nam potrzebne, żeby ugotować dobry rosół mocy?
1. Dobre mięso
Wywar na mięsie, to podstawa rosołu. Możecie ugotować na samej kurze, ale ja często dodaję również trochę wołowiny, do czego i Was zachęcam. Najważniejsze, żeby mięso pochodziło ze sprawdzonego źródła. Kolejny już raz zachęcam Was do znalezienia takiego źródła. Jeżeli nie macie kogoś na wsi, to pytajcie na okolicznych targach, czy bazarach.

2. Włoszczyzna. Dużo warzyw zdecydowanie wzmocni aromat naszego rosołu.

3. Chilli
Nie rezygnujcie z niego. Posiada niezwykłe właściwości rozgrzewające.

4. Kurkuma
Niezwykle zdrowa przyprawa wykorzystywana od dawna w medycynie chińskiej. Ostatnio dużo się pisze o jej leczniczych właściwościach również u nas. A właściwości te są naprawdę niezwykłe: od zwalczania przeziębienia do zapobiegania chorobie Alzheimera. Poczytajcie o jej zaletach, a jestem pewna, że szybko wprowadzicie do swojej kuchni. Ja zwykle dodaję korzeń kurkumy, ale oczywiście może być też proszkowana.

5. Grzyby shiitake
Bardzo zdrowe. Podnoszą odporność, ale też dodają smaku. Nie może ich zabraknąć. Pamiętajcie, że znacznie zwiększają swoją objętość po ugotowaniu. Ja dodaję w całości, a później kroję.

6. Zioła
Wiadomo. Ziele angielskie, liście laurowe i lubczyk. Dzięki temu ostatniemu nasza nasz rosół będzie nie tylko zupą mocy, ale również miłości 😉 Moja Babcia zawsze dodawała do rosołu dużo lubczyku i przeżyła z Dziadkiem prawie 60 lat w ogromnej miłości, więc nie ignorujcie tego składnika 🙂

/na duży gar/
pół kury
szponder wołowy (wedle uznania, ale niech to będzie przynajmniej 30 dkg)
włoszczyzna (kilka marchewek, seler, kilka pietruszek, kawałek kapusty włoskiej, mały por)
2-3 cebule
kilka grzybów shiitake
2 cm korzeń kurkumy lub łyżka proszkowanej
2 papryczki chilli (jeżeli naprawdę nie lubicie, to można dodać ziarna czarnego pieprzu)
garść ziela angielskiego
kilka liści laurowych
garść lubczyku
trochę soli
6 l wody
natka pietruszki

Wlać do gara wodę, włożyć mięso. Zagotować. Odlać pierwszą wodę. Zalać mięso wodą jeszcze raz i gotować. Dodać obrane i pokroje w duże kawałki warzywa. Cebule najlepiej wcześniej opalić przy gazie. Jeżeli macie kuchenkę indukcyjną lub elektryczną, to polecam użyć płomień, taki jak do creme brulee (ja tak robię :). Chilli i korzeń kurkumy pokroić na mniejsze kawałki. Dodać do rosołu razem z pozostałymi przyprawami i grzybami. Gotować rosół na wolnym ogniu 4-6 h. Na koniec posolić. Rosół można podawać z warzywami, mięsem, pokrojonymi grzybami, a na koniec posypać posiekaną natką pietruszki.
IMG_0336

Karkówka z azjatycką nutą

IMG_0605
Lubię bardzo powyciągać moje słoiczki i torebeczki z różnymi przyprawami i bawić się w laboratorium. Jest to naprawdę ekscytujące. Szczególnie, jeśli uda się stworzyć coś smakowitego. Imbir, ostra papryka i czosnek pojawiają się w mojej kuchni bardzo często. Dzisiaj dodałam jeszcze anyżu gwiaździstego, który zwykle wykorzystuję do naparów. Jest on bardzo aromatyczne i świetnie się sprawdza jako dodatek do jedzenia.

marynata
2 ząbki czosnku
1 gwiazda anyżu gwiaździstego
2 cm korzenia imbiru
1 łyżeczka oleju kokosowego
1 łyżka miodu
1 płaska łyżeczka ostrej papryki
pół łyżeczki soli
sok z połowy limonki

1,5 karkówki
papryka
żółta cukinia
zielona cukinia
pół cebuli
kilka liści jarmużu
łyżka oleju kokosowego
łyżka sosu sojowego
łyżeczka sambal oelek
50 ml białego wina
kolendra

Przygotować marynatę. Czosnek posiekać, anyż zmiażdzyć w moździerzu. Połączyć wszystkie składniki. Wysmarować karkówkę marynatą i odstawić do lodówki najlepiej na całą noc. Piekarnik nagrzać do temperatury 200 stopni. Karkówkę przykryć folią aluminiową i piec 60 minut. Po tym czasie zdjąć folię, zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i piec jeszcze pół godziny.
W tym czasie umyć i po kroić warzywa – najlepiej w cienkie paseczki. Podsmażyć warzywa na oleju kokosowym ok 5 minut. Następnie dodać przyprawy, zalać winem i dusić 5-10 minut. Warzywa powinny być chrupiące.
Karkówkę pokroić w plastry, ułożyć na talerzu razem z warzywami. Posypać posiekaną kolendrą. Dobrym dodatkiem będzie również makaron ryżowy.
IMG_0609

Pavlova z owocami leśnymi i bitą śmietaną

IMG_0585
Typowa beza francuska, która idealnie nadaje się do przygotowania Pavlovej jest niestety typem najbardziej kapryśnym. Mam nadzieję, że poniższy zbiór mądrości pomoże Wam w upieczeniu bezy doskonałej. A jak nie będzie doskonała – nie przejmujcie się. Pokruszcie do szklanek, dodajcie bitą śmietanę i owoce. I tak będzie pyszna!
1. Jajka
Wybierzcie dobre jajka, ze sprawdzonego źródła. Jajka muszą być świeże. Oddzielcie bardzo dokładnie białka od żółtek. Do bezy będą potrzebne tylko białka.
2. Cukier
No niestety. Cukier musi być. I w dodatku musi być go dużo. Na jedno białko – 60 g cukru. Ja używam cukru pudru, dzięki temu beza jest bardziej krucha. Warto najpierw odmierzyć potrzebną ilość, a następnie przesiać przez sitko.
3. Naczynie
Zapomnijcie o plastikowych miskach. Najlepiej sprawdzą się metalowe lub szklane. Miska musi być duża, bo białka w trakcie ubijania znacznie zwiększają swoją objętość.
4. Ubijanie
W tym punkcie są dwa słowa klucze: cierpliwość i uważność. Nie ważne jakiego użyjecie sprzętu, czy ręcznej ubijaczki, czy planetarnego cuda, zasady są takie same. Zacznijcie od powolnych obrotów, stopniowo je zwiększając. Jak tylko zobaczycie, że masa z białek jest ubita na sztywno – przerwijcie ubijanie. Zbyt długie ubijanie może spowodować, że masa będzie stawać się rzadsza, podchodzić wodą i beza się nie uda. Do piany stopniowo dodawajcie cukier. Najlepiej po 2-3 łyżki. Gdy jedna partia się rozpuści, dodajecie następną. Gotowa piana jest błyszcząca i gęsta.
5. Cytryna i mąka
Jedni dodają, inni nie. Ja dodaję. Na końcu. Podobno dzięki temu beza jest bardziej zwarta.
6. Suszenie
Ten etap jest najważniejszy. Ubitą pianę od razu przełóżcie na papier do pieczenia (wcześniej można narysować na nim koło) i włóżcie do nagrzanego piekarnika. Temperatura jest uzależniona od tego, jaki efekt chcecie uzyskać. Jeżeli nagrzejecie piekarnik do wyższej temperatury np. 160 stopni, to cukier się skarmelizuje i beza będzie ciemniejsza. Moja beza wychodzi dość jasna. Nagrzejcie piekarnik do temperatury 140 stopni, a po włożeniu bezy, zmniejszcie do 120 stopni. Pieczenie trwa od 2 do 3 godzin w zależności od wielkości i od tego czy dzielicie bezę na dwie części, czy nie. Po wyłączeniu piekarnika, uchylcie delikatnie drzwiczki i zostawcie bezę w piekarniku jeszcze na noc ( a przynajmniej na kilka godzin).

5 białek
300 g cukru pudru
łyżka soku z cytryny
łyżka mąki ziemniaczanej
400 ml śmietanki
3 łyżki cukru pudru
250 g owoców (maliny, jagody, borówki, porzeczki)
liście werbeny cytrynowej do ozdoby

Białka ubić na sztywną pianą. Stopniowo dodawać cukier i ubijać. Piekarnik nagrzać do temperatury 140 stopni. Na papierze do pieczenia narysować koło o średnicy ok. 20 cm. Wyłożyć pianę, zbierając brzegi i tworząc coś na kształt gniazda. Włożyć bezę do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 120 stopni. Piec ok. 2h. Uchylić drzwiczki piekarnika i zostawić bezę najlepiej na całą noc, a przynajmniej na kilka godzin. Odłożyć 3 łyżki malin, dodać łyżkę cukru pudru. Gotować 5 minut. Przecedzić przez sitko, tak, żeby powstał gęsty sos. Ostudzić. Śmietanę ubić, dodać cukier puder. Wyłożyć na bezę. Ułożyć owoce. Polać sosem. Ozdobić werbeną cytrynową.
IMG_0592

Bezglutenowe czekoladowe muffiny z porzeczkowym kremem

IMG_0596
Mówią, że lato się kończy. Pogodynkowie i pogodynki z przestrachem przestraszają temperaturami spadającymi. A przecież latem wciąż pachnie! Tylko trzeba wiedzieć, gdzie przystawić nos. Wyrzuciłam telewizor i absolutnie nie słucham takich nowin. Zamiast tego idę na targ i wkładam nos w dorodne czerwone porzeczki. Lato jak nic! Porzeczki przynoszę do domu i zjadam pod postaciami wszelakimi. A że jak wiadomo dodają krzepy i zdrowia, to można zajadać ze wszystkim. Nawet z muffinami. A najlepiej jeszcze się nimi podzielić. Wspólne szukanie lata w muffinach porzeczkowych może przynieść dużo radości 🙂 Składniki z przepisu możecie podwoić i upiec od razu dwanaście babeczek.

/ciasto na 6 muffinów/
50 g mąki gryczanej
100 g mąki kukurydzianej
80 g masła
2 łyżki kakao
80 g cukru
100 ml mleka ryżowego (lub innego)
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
80 ksylitolu lub innego cukru
70 g gorzkiej czekolady
50 g orzechów (opcjonalnie)

/krem/
150 g śmietanki 36%
125 g porzeczek
łyżka ksylitolu lub innego cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej rozmieszana w łyżce wody
1 łyżeczka żelatyny

Rozgrzać piekarnik do 200 st. C. Formę na muffinki wyłożyć papierowymi bibułkami (jeżeli ich nie używacie, posmarujcie formę roztopionym masłem. Roztopić masło, dodać cukier, mieszać do rozpuszczenia się cukru. Odstawić, przestudzić. Mąki wymieszać z proszkiem do pieczenia i kakao. Mleko wymieszać z jajkiem. Posiekać orzechy i czekoladę. Wymieszać wszystkie składniki. Nakładać łyżką składniki do foremek. Piec ok. 15 minut. Wyjąć, kiedy patyczek włożony w ciasto będzie suchy. Po 5 minutach wyjąć muffiny z blachy, najlepiej na kratkę, i zostawić do ostygnięcia.

Porzeczki najlepiej przygotować dzień wcześniej. 100 g porzeczek zagotować w garnku z ksylitolem (resztę zostawić do ozdoby). Dodać mąkę ziemniaczaną. Zagotować. Przetrzeć przez sitko. Żelatynę rozpuścić w łyżce wody. Zostawić na 10 minut. Po tym czasie podgrzać, ale tylko chwilę, żeby nie zagotować. Wymieszać z porzeczkowym musem. Włożyć na noc do lodówki.
Ubić bitą śmietanę, delikatnie dodawać frużelinę porzeczkową. Przy pomocy rękawa cukierniczego lub szprycownicy nałożyć krem na muffiny. Ozdobić porzeczkami.IMG_0599

Koktajl z banana i porzeczki

IMG_0567
Człowiek się zmienia, zmieniają się smaki. To co kiedyś wydawało mi się nudne, dzisiaj ekscytuje. Ameryki nie odkryłam, ale koktajle z pewnością. Latem, mnogość owoców i warzyw kusi do nieustających kombinacji koktajlowych. Są pełnowartościowym śniadaniem, kolacją, lub przekąską. Świetnym dodatkiem, zarówno do wersji z warzywami, jak i z owocami jest banan. Dzisiaj propozycja pyszna, sycąca i zdrowa. Szukajcie swoich kombinacji.

/2 porcje/
2 banany
200 ml mleka kokosowego
2 garści czerwonej porzeczki
sok z połówki cytryny
ewentualnie woda do uzupełnienia

Składniki zmiksować blenderem. Ewentualnie dodać wody dla uzyskania bardziej płynnej konsystencji. Można też dosłodzić miodem, jeśli ktoś lubi słodziutkie.
IMG_0563

Sałatka z brzoskwinią i szynką serrano

IMG_0207
Jak ja lubię lato! Owoców pod dostatkiem, nic tylko kombinować z nimi na różne sposoby. Dzisiaj proponuję Wam letnią, super szybką i pyszną sałatkę. Idealna do lampki schłodzonego białego wina. Delektujcie się!

paczka roszponki lub mieszanki sałat
2 dojrzałe brzoskwinie
6 plastrów szynki długo dojrzewającej (ja dałam serrano)
łyżka klarowanego masła
łyżeczka świeżego rozmarynu
sos
łyżka oliwy
ząbek czosnku
sok z połówki cytryny
łyżeczka miodu
sól, pieprz

Brzoskwinie umyć i pokroić na ćwiartki. Masło rozgrzać na patelni, dodać rozmaryn. Następnie podsmażyć brzoskwinie z każdej strony, aż lekko zbrązowieją. Wystudzić. Ułożyć na sałatach, dołożyć plastry szynki. Wymieszać składniki sosu. Polać sosem.
IMG_0203

Na skraju czasu, czy ta rzeczywistość jest rzeczywista?

IMG_0503
IMG_0493

IMG_0495
IMG_0520

IMG_0528

Jest taka leśniczówka nieopodal Wielunia, która bardzo nam się spodobała w Internetach. Wiało od niej czymś dobrym i nierzeczywistym, więc pojechaliśmy sprawdzić, czy jest ona rzeczywiście.
Nie mamy jednoznacznej odpowiedzi. Dużo dziwów nas tam spotkało. Przywitał nas jeleń w oknie leśniczówki, w dodatku cały na niebiesko. Wyjścia do lasu strzeże sowa, więc na wszelki wypadek lepiej od razu wejść do środka. Środek okazuje się jamką. Surogatki, zające i wiewiórki wypoczywają na naszym łóżku, kąpiele przewidziane w środku lasu, a może to był las w środku wanny? Prysznic bierze się na plaży. Plaża z piaskiem z Sahary, a na środku plażowe kosze z Kołobrzegu i skrzynki pełne jabłek. Tylko jabłka zjedzone akurat, więc na skrzynkach stawia się stopy. Przez okno pokoju wychodzi się na wielki dąb. Na nim wiszą huśtawki na których można wzlecieć w kosmos. Podobno na jednej nawet bujał się Gagarin. Za dębem stodoła, która tak naprawdę jest kinem. Zamiast siedzeń kinowych jest wielka skórzana kanapa i nieprawdopodobnie miło pachnie tam starym drewnem. Obok stoi mauzoleum Gospodarza. Nie wiadomo do końca, jaką pełni funkcję. Nie ma to jednak znaczenia, bo najważniejsze, że jest nieprzemakalne. Jest też miejsce na ognisko. Grzeje się przy nim czasami dość znany piłkarz, a jak jest mu za gorąco, to wchodzi do bufetu. W ognisku piecze się ziemniaki i posypuje psią solą. Ta rzeczywistość, choć nie wiadomo, czy rzeczywista jest rzeczywiście niesłychanie przyjemna. Są jednak w leśniczówce rzeczywistości najprawdziwsze na świecie. Na pewno należą do nich bezy Ani, a także omlety z kurkami Grzesia. Bezgluty przygotowywane dla nas są bardzo realne, a w dodatku smaczne niesłychane. Wylegujemy się po nich na hamakach, żeby nie stracić ani jednej kalorii. Najprawdziwsze ze wszystkiego są rozmowy z Gospodarzami. Prawdziwe spojrzenia, uśmiechy, rozśmiechy i prześmiechy. Posiedzenia na werandzie z lampką wina, opowieści z lat dawnych, o filmie, o jedzeniu, o byciu i o życiu. Tej prawdy pewna jestem najbardziej. I dla tej prawdy warto tutaj wracać. Bo to jest prawda najprawdziwsza.
Przyjedźcie poszukać własnej prawdy. Na pewno nie wrócicie obojętni.
www
fb

fot. Na Skraju Czasu fot. Na Skraju Czasu

19667479_1193308647441087_6489963896374523246_o fot. Na Skraju Czasu

19702215_1193312000774085_5606349186500312305_n fot. Na Skraju Czasu

19731888_1193385927433359_2153025758824524600_n (1) fot. Na Skraju Czasu

19748672_1193384844100134_2423752364730982975_n fot. Na Skraju Czasu

19748786_1193390034099615_1174675864117057964_n fot. Na Skraju Czasu

19780678_1193314647440487_1547702637197764578_o fot. Na Skraju Czasu
IMG_0533
19184286_10213746452564372_822821839_n

Gryczane tartaletki z morelami i lawendą

IMG_0552

Większości z nas lawenda kojarzy się z kosmetykami, olejkami, świeczkami. Może Was to zaskoczy, ale często znajduje się w mieszance ziół prowansalskich, które dodajemy do sałatek czy mięs. Kiedyś lawenda głównie była wykorzystywana do dań wytrawnych. Dzisiaj zachęcam Was do użycia jej w deserze. Świetnie łączy się z kwaskowatymi morelami i maślanym wytrawnym ciastem. Zrobiłam wersję z mniejszymi tartami, ale ten przepis z powodzeniem możecie wykorzystać w jednej, większej tarcie.
Do tarty użyłam bezglutenowej mąki gryczanej i miodu zamiast cukru.

/6 średnich tartaletek lub 1 duża tarta/
szklanka mąki gryczanej
jajko
łyżka miodu
100 g zimnego masła
12 dojrzałych moreli
2-3 łyżki konfitury z pomarańczy
łyżka suszonej lawendy
ewentualnie świeża mięta do ozdoby

Mąkę połączyć z pokrojonym na kawałki masłem, jajkiem i miodem. Zagnieść w kulę. Wstawić do lodówki na pół godziny. Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Morele pokroić na ósemki. Ciasto rozwałkować na 6 placków. Wyłożyć nim foremki. Nakłuć spód i boki widelcem. Piec 10 minut. Wyjąć, ułożyć morele. Morele posmarować warstwą konfitury. Piec 15-20 minut. Na koniec posypać lawendą.
IMG_0546

Kasza jaglana ze szparagami i kozim serem

IMG_0479
Uwielbiam maj. Konwalie, peonie i oczywiście szparagi. Pomidory zaczynają pachnieć i smakować pomidorem. Nic tylko komponować, kombinować i zajadać. I nie dość, że pyszne, to mega zdrowe. Dzisiaj bowiem połączyłam składniki niezwykle zdrowotne. Bezglutenowa kasza jaglana to kasza zasadotwórcza, czyli może pomóc w przywróceniu równowagi kwasowo-zasadowej w naszym organizmie. Kaszę jaglaną (podobnie jak inne kasze), warto wcześniej namoczyć na kilka, a nawet kilkanaście godzin. Pozwoli to pozbyć się fitynianów, które mogą blokować wartości odżywcze kaszy. Namoczenie pomoże również w pozbyciu się goryczki, za którą nie wszyscy przepadają. O właściwościach zdrowotnych szparagów pisałam nie raz. Przypomnę tylko, że są skarbnicą kwasu foliowego, witaminy C, E, wapnia, fosforu, potasu, a nawet inulina, probiotykowi, który wpływa korzystnie na florę bakteryjną układu pokarmowego. Jeśli całość połączymy z awokado – to dzięki zdrowemu tłuszczowi, który ono zawiera wszystkie witaminy i składniki odżywcze z pomidorów i szparagów lepiej się wchłoną. Nie bójcie się awokadowych tłustości, są to tłuszcze jednonienasycone i omega-3.

/2 porcje/
100 g kaszy jaglanej
pół pęczka szparagów
10 pomidorów koktajlowych
awokado
kilka listków mięty
2 łyżki sera koziego
łyżka soku z cytryny
ew. łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz

Kaszę ugotować w wodzie z solą. Szparagi gotować 5 minut, tak, żeby były chrupiące. Awokado pokroić w kostkę i skropić sokiem z cytryny, żeby nie ściemniało. Pomidorki pokroić na połówki. Połączyć wszystkie składniki, dodać posiekaną miętę. Ewentualnie skropić oliwą z oliwek.
IMG_0491

Krem z pomidorów

IMG_0311
Uwielbiam pomidory. Dojrzewające w słońcu, o błyszczącej czerwonej skórce, pachnące już z daleka. Mam na nie specjalną miskę, gdzie eksponują się one w oczekiwaniu na schrupanie. Ach! Do takiej chwili jeszcze chwilę trzeba poczekać. W takie marcowe dni tęsknoty pomidorowej robię sobie krem z pomidorów ze słoika bądź puszki. Dodaję dużo przypraw, jest aromatycznie i wciąż pomidorowo. Zupę robi się szybko i szybko się zjada 🙂

/4 nieduże porcje/
400 g pomidorów w puszcze
600 ml wywaru warzywnego, warzywno-mięsnego (ewentualnie wody)
150 ml mleka kokosowego
marchew
cebula
płaska łyżka oleju kokosowego (lub innego tłuszczu do smażenia)
2 gniazda anyżu
łyżeczka ziaren kardamonu
ząbek czosnku
łyżeczka słodkiej papryki
3 cm kawałek imbiru
sól, pieprz
natka pietruszki do ozdoby

grzanki
3 kromki dobrego pieczywa
łyżka oliwy

Rozgrzać olej kokosowy. Wrzucić kardamon i anyż. Podsmażyć 3 minuty. Dodać pokrojoną w pół plastry marchew i cebulę. Imbir obrać i pokroić na nieduże kawałki. Czosnek posiekać (nie bardzo drobno). Dodać imbir, czosnek i paprykę i podsmażyć 2-3 minuty. Zalać bulionem i gotować 10 minut, aż marchewka będzie miękka. Dodać pomidory i gotować jeszcze 5 minut. Wyłowić anyż i kardamon. Dodać mleczko kokosowe, zmiksować. Dodać do smaku sól i pieprz. Pieczywo pokroić w kostkę. Podsmażyć chwilę na oliwę, aż pieczywo będzie złociste.
Podawać z posiekaną natką pietruszki.
IMG_0317