Pieczony Halibut na szpinaku

IMG_1095
Ryby lubię i jem …bardzo rzadko. Wszak bocian wsadził mnie w warszawską kapustę, a Warszawa jak wiadomo nad morzem nie leży. Drzewiej bywało, że sklepów rybnych był dostatek. Z czasem zaczęły zanikać, albo prezentować towar pochodzenia niewiadomego. A ja mam książeczkę WFF i chcę wiedzieć skąd pochodzi ryba i w jaki sposób jest poławiana. Czasy się jednak zmieniają, świadomość rośnie i jak się szuka, to się znajdzie. Ja daleko szukać nie musiałam, bo okazało się, że mój osiedlowy sklepik sprowadza ryby. Trzeba się wpisać w zeszyt, dnia następnego oczekiwać na smsa potwierdzającego przybycie ryby. Cały proces jest ekscytujący, dający mi poczucie mocnego wtajemniczenia, zdobywania i tak piątkiem odbieram pyszną rybę. W tym tygodniu odebrałam halibuta i muszę przyznać, że wylizałam po jego zjedzeniu wszystkie paluszki. Wszak ryba jest zacna. Dobra ryba nie potrzebuje specjalnych zabiegów. Towarzyszami mojej został szpinak i ziemniaki.

 

2 filety z Halibuta (po ok. 200 g)
łyżeczka masła
łyżka soku z cytryny
1/4 pęczka koperku
150 g świeżego szpinaku
ząbek czosnku
4 suszone pomidory
pół łyżeczki gałki muszkatołowej
łyżeczka masła klarowanego

4 ziemniaki
łyżeczka masła
łyżeczka rozmarynu

Ziemniaki wyszorować, pokroić w ósemki. Posypać solą, rozmarynem i wiórkami masła. Piec w piekarniku rozgrzanym do temperatury 200 st. C ok. pół godziny. Halibuta umyć, osuszyć, skropić cytryną, obsypać solą i pieprzem. Posiekany koperek wymieszać z masłem i posmarować nim rybę. Piec w temperaturze 200 st. C ok. 15 minut (wstawiłam w połowie pieczenia ziemniaków).
Czosnek pokroić w plasterki. Podsmażyć na maśle kilka minut (na niewielkim ogniu, żeby się nie spalił). Dodać szpinak i pokrojone suszone pomidory. Dusić ok 5 minut. Dodać gałkę muszkatołową i sól.
IMG_1094

 

Jak wyprawić idealne przyjęcie?

Zabrzmi to dość perwersyjnie, ale naprawdę lubię organizować przyjęcia. Nie przeraża mnie przygotowania przekąsek dla 40 gości. Traktuję to jako wyzwanie i sposób na wypróbowanie nowych pomysłów. Grunt to dobra organizacja. Poniżej zdradzam moje patenty i propozycje przekąsek.
11377204_10207221242598201_2747259533047210717_n
1.  Jakie produkty?
Najlepiej sezonowe. Ta zasada sprawdza się zawsze. Jeżeli przygotowujecie przyjęcie latem, to wybór jest ogromny. Wykorzystajcie świeże owoce do sałatek i napojów. Nie biegajcie jednak za malinami przed sylwestrem. Może lepiej wykorzystać jabłka? Albo skorzystać w warzyw korzeniowych, które są sycące i świetnie nadadzą się na sałatkę?
2. Jakie dania?
Zawsze przygotowuję podobny zestaw.
Fingerfood, czyli przekąski na raz.
Mogą to być kanapki (najlepiej w wersji mini), babeczki, minipizze, ale także pieczone ziemniaczki z dodatkiem np. śledzia. Możliwości jest ogrom. Zamieńcie dania, które dotychczas przygotowywaliście w wersji maxi na wersję mini (np. tartę na minitarty lub hamburgery na miniburgery). W tej chwili jest dostępnych dość dużo tzw. spodów, które możecie wykorzystać, czyli np. gotowe słone lub słodkie tartaletki, malutkie okrągłe pumpernikle, czy mini vol au vent (wykonane z ciasta francuskiego).  Czasem korzystam z takich podkładów, bo często są dobrej jakości, a bardzo przyspieszają pracę. Wyliczcie przekąski tak, żeby na jedną osobę przypadły przynajmniej 2-3 sztuki.
Moje propozycje:
Babeczki z łososiem
Ziemniaczki z tatarem ze śledzia
Placuszki kukurydziane z salsą z mango
Ciasteczka serowe
Bruschetta z dynią i sosem imbirowym
Sałatki
Sałatka to zawsze fajna rzecz na przyjęcie. Każdy ma swoją ulubioną sałatkę, którą umie szybko i sprawnie przygotować . Zwykle stawiam na jedną lżejszą sałatkę i jedną bardziej sycącą z dodatkiem ryżu, kaszy,  makaronu lub ziemniaków. Raczej nie przygotowuję sałatki na bazie sałaty, ponieważ szybko więdnie. Jeżeli używacie dressingu do sałatki, to użyjcie go tuż przed przyjściem gości.
Moje propozycje:
Sałatka z arbuza i melona z dodatkiem sera feta i mięty
Warzywa korzeniowe z kuskusem i kozim serem
Sałatka z bakłażana i cukinii
Sałatka z ziemniaków i łososia
Sałatka Tabbouleh
Konkret
Zwykle przygotowuję jeden lub dwa konkrety, czyli coś bardziej sycącego. Latem zazwyczaj jest to tarta, minipizze lub rogaliki z ciasta francuskiego, zimą super sprawdzi się zupa.
Moje propozycje:
Tarta ze szparagami i kozim serem
Mini calzone
Krem z batatów
Sosy, salsy, pasty
Często przygotowuję kilka sosów lub past do maczania bagietki lub placków. Szybko się je przyrządza i są bardzo smaczne. To może być guacamole, hummus, pasta z marchewki, czy buraczków.
Moje propozycje:
Hummus
Guacamole
Kawior po żydowsku
Przekąski
Czasem na moim przyjęciowym stole pojawiają się też przekąski typu paluszki, chipsy czy nachosy. Równie fajną przekąską mogą być marynowane oliwki lub warzywa z sosem do chrupania.
Moje propozycje:
Oliwki marynowane
Słodkości
Nie piekę często ciast na przyjęcie. Latem robię czasami owocowe szaszłyki. Jeżeli robię przyjęcie urodzinowe, to zdarza mi się upiec bezę lub inne ciasto. Czasami zamawiam też tort z cukierni. Tak, nie jestem perfekcyjną Panią domu 🙂 Tort jest pracochłonny, a ja chcę wieczorem mieć siłę na zabawę.
Tutaj znajdziecie moje propozycje słodkich wypieków.

2. Preferencje.
Pamiętajcie o różnych preferencjach swoich gości. Jeżeli jesteście mięsożerni, to niech w waszym menu znajdą się także dania wegetariańskie lub wegańskie. Zadbajcie o to, żeby używać innego noża i desek do dań bezmięsnych. Jeżeli część dań jest ostrych, to przygotujcie też wersje łagodniejsze.

3. Mierzcie siły na zamiary.
I to jest bardzo ważny punkt. Jeżeli wiecie, że przygotowanie jedzenia zajmie Wam 4 dni i masę stresu, to…zamówcie catering. Świetna opcja. Rozkładacie talerze i gotowe.
Dla tych, którzy jednak chcą się pobawić w kuchni polecam przemyślane menu. Postawcie na sprawdzone przepisy lub wybierzcie 2,3 nowe, ale dość łatwe. Nie zabierajcie się przed przyjęciem na 30 osób za 10 nowych dań i tort bezowy z domowym lemon curdem, bo się umęczycie. Przemyślcie, ile jesteście w stanie zrobić i tyle zróbcie. Nawet jeśli to będą kanapki. I nie bójcie się prosić o pomoc. Jeżeli 3h przed przyjęciem wciąż jesteście w proszku, dzwońcie po przyjaciółki.

4. Dobra organizacja.
Wiadomo. Najważniejsza rzecz.

tydzień przed przyjęciem przygotujcie spis menu (tutaj szczególnie polecam Wam jeszcze raz przeczytać punkt 3:)
kilka dni przed przyjęciem zróbcie listę zakupów. Poproście kogoś o pomoc. A może warto zrobić zakupy w sklepie internetowym z dostawą?
4 dni przed przyjęciem zróbcie sobie listę co kiedy gotujecie. Najlepiej rozłożyć gotowanie na 2 dni.
2 dni przed przyjęciem zabierzcie się za gotowanie i pieczenie. Najlepiej wcześniej ugotować zupę, upiec tartę, babeczki, podszykować sobie dania. Jednym słowem, tego dnia zróbcie jak najwięcej.
-W dniu przyjęcia wypełnijcie babeczki nadzieniem, zróbcie kanapki, sałatki i rozłóżcie wszystko na talerze. Przykryjcie foliami i skończcie przynajmniej 2 h przed przyjęciem. Zróbcie sobie kąpiel i spokojnie czekajcie na gości 🙂

Cokolwiek byście nie zrobili, jakkolwiek coś by się Wam nie udało, to najważniejsze – LUZ. To jest impreza i najważniejsze, żeby się dobrze bawić. W ostateczności otworzycie wino i zamówicie pizzę 😉 Udanej zabawy!

1005293_10201579972369971_1990377587_n

warzywa z dipemwarzywa z dipem-2

pomidory mozarella2pachnie obiadem

Tarta makowa

IMG_1036
W makowcu zawsze najbardziej smakowała mi masa makowa 🙂 Jeżeli macie, tak jak ja, to ta opcja powinna przypaść Wam do gustu. Prawie kilogram masy makowej ułożonej na kruchym cieście. Dodatkowo pachnie migdałem, aż kręci się w głowie. Tartę upiekłam dużą i z dużą obawą patrzyłam w przyszłość szerokości mojej spódnicy po tygodniowym jej jedzeniu. Wiadomo przecież, że od nadmiaru słodkości spódnice mają tendencję do kurczenia się. Wciąż nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale jest to fakt! Tymczasem znalazło się tylu testerów w różnych grupach wiekowych, że spódnica nie zdążyła się skurczyć. Testerzy zachwalali, były nawet próby wymuszenia kolejnych kawałków, rozkoszne pojękiwania i święcące oczy. Myślę zatem, że można piec 🙂

ciasto
1,5 szklanki mąki pszennej
100 g masła
3 łyżki cukru pudru
żółtko

masa
850 g gotowej masy makowej (1 puszka)
1 łyżeczka naturalnego olejku migdałowego
50 g migdałów w płatkach
skórka otarta z 1 cytryny
1 białko ubite na pianę

Masło pokroić na kawałki, dodać mąkę, cukier i żółtko. Zagnieść w kulę i włożyć do lodówki na ok pół godziny. Piekarnik nagrzać do temperatury 190 st. C. 3/4 ciasta rozwałkować i przełożyć do tarty o średnicy ok. 30 cm. Zrobić nakłucia widelcem w cieście. Ciasto przykryć papierem do pieczenia, a na papier położyć specjalne obciążniki lub fasolę (dzięki temu tarta się nie wybrzuszy). Piec 10 minut. Zdjąć papier z obciążeniem i piec tartę jeszcze 5 minut. Wyjąć z piekarnika i przestudzić. Masę makową połączyć z pianą z białka, migdałami, olejkiem i skórką z cytryny. Wyłożyć masę na tartę. Pozostałe ciasto rozwałkować i wykroić foremkami gwiazdki (lub inne formy). Ułożyć na masie makowej. Piec w piekarniku ok 30 minut, aż ciasto się lekko zarumieni. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
IMG_1012

Piernik czekoladowy

IMG_0988
Święta pachną piernikiem. Kiedyś wydawało mi się, że w obliczu innych słodkości świątecznych, piernik jest mało atrakcyjny. Może do niego się dorasta, tak jak do śledzia i oliwek 🙂 Jeśli tak, to ja zdecydowanie dorosłam. Lubię to pachnące korzeniami ciasto. Dopracowałam przepis, żeby piernik był wilgotny, bogaty i oczywiście zawierał czekoladę 🙂 Wydaje mi się, że może trochę poleżeć, ale nie wiem na pewno, bo u nas wytrzymał najwyżej 3 dni 😉 Zapach szybko dochodzi do sąsiadów, znajomi nagle wpadają z wizytą. Bo przy pierniku bardzo miło się spotkać.

2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka cukru
100 g masła
1 szklanka mleka
3 jajka
2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżki miodu
2 łyżki przyprawy korzennej
2-3 łyżki powideł śliwkowych
3 łyżki kakao
100 g orzechów włoskich
100 g rodzynek (wcześniej namoczonych)

polewa
100 g gorzkiej czekolady
100 ml śmietanki 30 %

kilka orzechów włoskich do ozdoby.

Piekarnik nagrzać do 180 st c. Foremkę o wymiarach 30 x 10 cm lub 26 x 12 cm wysmarować masłem
W garnku roztopić masło, dodać cukier, miód, powidła i przyprawy korzenne. Zostawić do ostudzenia. Mleko wymieszać z jajkami. Połączyć mąkę z sodą i kakao. Dodać mleko z jajkami i masę z garnka. Posiekać orzechy. Dodać do masy rodzynki i orzechy. Przelać masę do foremki. Piec 40 minut.
Czekoladę rozpuścić w garnku. Dodać śmietankę i dokładnie wymieszać. Oblać polewą wystudzony piernik. Ozdobić orzechami.

IMG_0982

Muffiny czekoladowe z orzechami

IMG_0943
Dziwne to, ale swoje występy słodkości zaczynałam od muffinów. Ogromnie spodobały mi się te małe babeczki, które można piec zarówno na słodko, jak i na słono. Są wdzięczne, poręczne i smakowite.
Przygotowuje się je szybko, a piecze bardzo szybko. Można je owijać w różne papierki, w zależności od okoliczności. A okoliczność świąteczna na pewno jest bardzo dobrą okolicznością. Moim zdaniem są fajnym podarunkiem mikołajkowym. Czyż to nie będzie miłe znaleźć z rana pod poduszką lub w skarpecie pachnącego czekoladą muffina? Dzisiejsze muffiny upiekłam na specjalną okazję osiedlowych Mikołajek. Jednym z punktów będzie loteria dla bezdomnych zwierzaków. Takie muffiny na loterię piecze się z wyjątkowym zaangażowaniem i sercem. Spróbujcie sami!

na 12 babeczek
350 g mąki pszennej (lub innej)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki kakao
3 jajka
200 ml mleka
150 g masła
150 g cukru
100 g czekolady
100 g orzechów włoskich
cukier puder do posypania

Piekarnik nastawić do 200 st. C. Cukier z masłem podgrzać w garnku do roztopienia masła i rozpuszczenia cukru. Ostudzić. Posiekać orzechy i czekoladę. Połączyć mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao, czekoladą i orzechami. Jajka rozbełtać z mlekiem, wymieszać z masłem i cukrem. Dodać do suchych składników. Całość delikatnie wymieszać (nie mieszać za długo). Formę na muffiny wyłożyć bibułkami (jeżeli ich nie używajcie, to wysmarujcie otwory masłem). Piec ok. 20 minut. Ostudzone muffiny posypać cukrem pudrem.
IMG_0935

IMG_0938

Babka ziemniaczana

IMG_0350
Oczywiście lubię zajadać krewetki, szynkę parmeńską i ser pecorino z pistacjami. Przychodzą jednak czasem takie chwile, kiedy odzywa się we mnie słowiańska dusza. I muszę wtedy zjeść ziemniaki z boczkiem i cebulą. Proste i pyszne. A jak mam więcej czasu, to robię babkę. Babka jest zacna i odwdzięczy się z pewnością za czas jej poświęcony. Pachnie tą babką pieczoną w całym domu i ślinotok jest do samego pasa. Można ją potem zajadać kilka dni, bo babka ma taką właściwość, że jak się „przegryzie” to jest jeszcze lepsza 🙂 Piec ją można w formach wszelakich: na tartę, z kominem, keksówkach. Ja wolę wersję niższą, więc upiekłam w formie do tarty o średnicy 28 cm.

1,5 kg ziemniaków
2 duże cebule
20 dkg boczku parzonego
plaster wędzonej słoniny
3 łyżki mąki ziemniaczanej
2 jajka
garść świeżego tymianku
łyżka papryki wędzonej
sól
pieprz

Ziemniaki obrać, zetrzeć na tarce na średnich oczkach. Boczek pokroić w kostkę, podsmażyć, po chwili dodać cebulę. Zeszklić. Z ziemniaków odcisnąć wodę. Dodać ostudzony boczek z cebulą, jajka, mąkę i przyprawy. Wszystko wymieszać. Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć masę ziemniaczaną. Na górze pokroić cienkie plastry słoniny. Piec ok. 1,5 h w temperaturze 180 st. C, aż babka będzie złota z góry.
IMG_0354

IMG_0368

Krem z kasztanów

IMG_0379
Przyznam, że pierwsze kasztany, które jadłam nie przypadły mi do gustu. Uznałam to za totalną abstrakcję. A potem zjadłam puree z kasztanów i wpadłam. Kasztan przypomina w smaku ziemniaka z orzechem laskowym i może być ciekawą bazą do wyczarowania naprawdę fajnych dań. Kasztany są już łatwo dostępne w Polsce w różnych formach. Są sprzedawane na wagę w większości dużych marketów. Zwracajcie uwagę na to, żeby kasztany były błyszczące, ciężkie i pełne. Nie wkładajcie do koszyka okazów gnijących lub pleśniejących. Kasztany zwykle przygotowujemy na dwa sposoby: pieczone lub gotowane. Kasztany najlepiej piec w temperaturze 200 st. C przez ok. 0,5 h. Wcześniej należy je umyć, osuszyć i naciąć skórkę z wypukłej strony. Po upieczeniu należy zdjąć łupinkę i błonkę, która jest gorzka. Drugim sposobem jest gotowanie. Po umyciu należy gotować w osolonej wodzie ok. 40 minut. Oczywiście trzeba również obrać z łupiny i zdjąć gorzką błonę. Trzecim sposobem jest kupienie już ugotowanych kasztanów 🙂 Ja wykorzystałam taką wersję w moim przepisie.

500 g ugotowanych kasztanów
2 średnie pietruszki
150 ml wina
1 l bulionu warzywnego
150 ml mleczka kokosowego
1 cebula
łyżeczka masła klarowanego
ząbek czosnku
3 garści świeżego tymianku
sól, pieprz

Pietruszki obrać i ugotować do miękkości (najlepiej gotować bulion warzywny razem z pietruszkami). Cebulę pokroić w kostkę, zeszklić w garnku na maśle, na koniec dodać pokrojony czosnek i smażyć jeszcze minutę. Dodać kasztany i pokrojoną w kawałki pietruszkę. Chwilę podsmażyć, a następnie dolać wino. Dusić 5 minut, wlać bulion i gotować jeszcze 5-10 minut. Dodać sól, pieprz i zmiksować blenderem. Na koniec dodać mleczko kokosowe i posiekany tymianek.
IMG_0395

Od kuchni w letniej odsłonie

Dzisiaj będzie post nietypowy. Wyjątkowo bezy i babeczki zeszły na drugi plan, bo przed obiektywem stanęłam ja. A obiektyw to nie byle jaki. W dłoń bowiem wzięła go moja koleżanka Ewa, która potrafi pięknie zatrzymać chwile. Zresztą zobaczcie sami, jak potrafi uchwycić.
Sesja dostarczyła nam wiele radości. Było dużo śmiechów, magii i oczywiście jedzenia. Zupełnie jak w mojej kuchni. Wierzę ogromnie, że jedzenie poprzez dobrą energię jest bardziej wartościowe. Dlatego tak ważne jest, żeby gotować z sercem. Wtedy wszystko wychodzi lepiej, jest smaczniejsze. Dla mnie gotowanie jest formą medytacji. Ja jestem gotowaniem. Wszystkie myśli skupione są na papryce i cukinii i słoiczkach pełnych przypraw, w które można je ubrać. Śpiewam bakłażanowi i przygrywam na pokrywkach. Tańczę nad sosem. Myślę o osobach dla których gotuję, dodaję coś specjalnie dla nich. Zrywam zioła z domowego ogródka i dodaję do gara niczym życiodajną moc. Czasem dodaję koci pazur lub żabi skrzek, ale o tym ciii. Takie jedzenie karmi i cieszy. A ja cieszę się, kiedy widzę zadowolone twarze przy stole. Kiedy jemy, rozmawiamy, cieszymy się jedzeniem, mażąc ręce sosem w zapomnieniu dobrych manier 🙂
Na zdjęciach wystąpili również:
Pani Beza
Słodkie Babki
i…. Małżonek, bez którego nie byłoby niczego 🙂
20170827_mini OlaAdam-2
20170827_mini OlaAdam

20170827_mini OlaAdam-4

20170827_mini OlaAdam-7

20170827_mini OlaAdam-8

20170827_mini OlaAdam-10

20170827_mini OlaAdam-12

20170827_mini OlaAdam-15

20170827_mini OlaAdam-17

20170827_mini OlaAdam-21

20170827_mini OlaAdam-23
20170827_mini OlaAdam-24

Rosół mocy

IMG_0871
Ten wpis dedykuję mojej Mamie. U mnie w domu rosół był królem. Często w sobotni ranek budził mnie w domu zapach rosołu. Z dużą ilością warzyw i mięsa. Esencjonalny, gotowany kilka godzin w wielkim garze. Oddzielnym rytuałem było wspólne przygotowywanie makaronu. Robiłyśmy go mnóstwo, układałyśmy na lnianych ściereczkach, a potem cały tydzień był w domu gar z rosołem i domowy makaron. Wtedy oczywiście wydawało mi się to nudne, ale teraz naprawdę rozumiem ten rosołowy rytuał. Rosół bowiem posiada moc. I ja w to wierzę absolutnie!
Za czasów naszych babć, w okresie przeziębieniowym, na pierwszy rzut szedł rosół. Poza tym, że zupa mocy zawiera właściwości rozgrzewające i stymulujące nasz układ odpornościowy, to świetnie wpływa na rozrzedzenie wydzieliny z nosa i gardła przy przeziębieniach. A to wszystko dzięki cudownemu składnikowi, który tworzy się przy długim gotowaniu kuraka – cysteinie. I tutaj uwaga! Cysteina zachowuje swoje właściwości przy niewielkim udziale soli, w związku z czym tak ważne jest, żeby nie używać kostek rosołowych i przypraw typu maggi. Ponadto, dzięki zawartości aminokwasów ( a konkretnie glicyny i proliny) zwiększa się wchłanianie składników odżywczych, które dobrze wpłyną na nasz układ pokarmowy. Jeśli czytaliście o uszczelnianiu jelit, to rosół na pewno dobrze się tutaj sprawdzi. Pamiętajcie, że uszczelnione jelita, to ogromna sprawa w walce z chorobami autoimmunologicznymi.
Skoro rosół jest dobry na wszystko, to warto zawsze mieć go w lodówce. Ja zawsze odlewam część bulionu, który piję samodzielnie lub gotuję na nim inne zupy. Z powodzeniem możecie bulion mrozić.
To teraz najważniejsza kwestia – jak ugotować rosół mocy?
Mój rosół jest nieco inny od tego maminego, ale kilka zasad się powiela 🙂

Co jest nam potrzebne, żeby ugotować dobry rosół mocy?
1. Dobre mięso
Wywar na mięsie, to podstawa rosołu. Możecie ugotować na samej kurze, ale ja często dodaję również trochę wołowiny, do czego i Was zachęcam. Najważniejsze, żeby mięso pochodziło ze sprawdzonego źródła. Kolejny już raz zachęcam Was do znalezienia takiego źródła. Jeżeli nie macie kogoś na wsi, to pytajcie na okolicznych targach, czy bazarach.

2. Włoszczyzna. Dużo warzyw zdecydowanie wzmocni aromat naszego rosołu.

3. Chilli
Nie rezygnujcie z niego. Posiada niezwykłe właściwości rozgrzewające.

4. Kurkuma
Niezwykle zdrowa przyprawa wykorzystywana od dawna w medycynie chińskiej. Ostatnio dużo się pisze o jej leczniczych właściwościach również u nas. A właściwości te są naprawdę niezwykłe: od zwalczania przeziębienia do zapobiegania chorobie Alzheimera. Poczytajcie o jej zaletach, a jestem pewna, że szybko wprowadzicie do swojej kuchni. Ja zwykle dodaję korzeń kurkumy, ale oczywiście może być też proszkowana.

5. Grzyby shiitake
Bardzo zdrowe. Podnoszą odporność, ale też dodają smaku. Nie może ich zabraknąć. Pamiętajcie, że znacznie zwiększają swoją objętość po ugotowaniu. Ja dodaję w całości, a później kroję.

6. Zioła
Wiadomo. Ziele angielskie, liście laurowe i lubczyk. Dzięki temu ostatniemu nasza nasz rosół będzie nie tylko zupą mocy, ale również miłości 😉 Moja Babcia zawsze dodawała do rosołu dużo lubczyku i przeżyła z Dziadkiem prawie 60 lat w ogromnej miłości, więc nie ignorujcie tego składnika 🙂

/na duży gar/
pół kury
szponder wołowy (wedle uznania, ale niech to będzie przynajmniej 30 dkg)
włoszczyzna (kilka marchewek, seler, kilka pietruszek, kawałek kapusty włoskiej, mały por)
2-3 cebule
kilka grzybów shiitake
2 cm korzeń kurkumy lub łyżka proszkowanej
2 papryczki chilli (jeżeli naprawdę nie lubicie, to można dodać ziarna czarnego pieprzu)
garść ziela angielskiego
kilka liści laurowych
garść lubczyku
trochę soli
6 l wody
natka pietruszki

Wlać do gara wodę, włożyć mięso. Zagotować. Odlać pierwszą wodę. Zalać mięso wodą jeszcze raz i gotować. Dodać obrane i pokroje w duże kawałki warzywa. Cebule najlepiej wcześniej opalić przy gazie. Jeżeli macie kuchenkę indukcyjną lub elektryczną, to polecam użyć płomień, taki jak do creme brulee (ja tak robię :). Chilli i korzeń kurkumy pokroić na mniejsze kawałki. Dodać do rosołu razem z pozostałymi przyprawami i grzybami. Gotować rosół na wolnym ogniu 4-6 h. Na koniec posolić. Rosół można podawać z warzywami, mięsem, pokrojonymi grzybami, a na koniec posypać posiekaną natką pietruszki.
IMG_0336

Karkówka z azjatycką nutą

IMG_0605
Lubię bardzo powyciągać moje słoiczki i torebeczki z różnymi przyprawami i bawić się w laboratorium. Jest to naprawdę ekscytujące. Szczególnie, jeśli uda się stworzyć coś smakowitego. Imbir, ostra papryka i czosnek pojawiają się w mojej kuchni bardzo często. Dzisiaj dodałam jeszcze anyżu gwiaździstego, który zwykle wykorzystuję do naparów. Jest on bardzo aromatyczne i świetnie się sprawdza jako dodatek do jedzenia.

marynata
2 ząbki czosnku
1 gwiazda anyżu gwiaździstego
2 cm korzenia imbiru
1 łyżeczka oleju kokosowego
1 łyżka miodu
1 płaska łyżeczka ostrej papryki
pół łyżeczki soli
sok z połowy limonki

1,5 karkówki
papryka
żółta cukinia
zielona cukinia
pół cebuli
kilka liści jarmużu
łyżka oleju kokosowego
łyżka sosu sojowego
łyżeczka sambal oelek
50 ml białego wina
kolendra

Przygotować marynatę. Czosnek posiekać, anyż zmiażdzyć w moździerzu. Połączyć wszystkie składniki. Wysmarować karkówkę marynatą i odstawić do lodówki najlepiej na całą noc. Piekarnik nagrzać do temperatury 200 stopni. Karkówkę przykryć folią aluminiową i piec 60 minut. Po tym czasie zdjąć folię, zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i piec jeszcze pół godziny.
W tym czasie umyć i po kroić warzywa – najlepiej w cienkie paseczki. Podsmażyć warzywa na oleju kokosowym ok 5 minut. Następnie dodać przyprawy, zalać winem i dusić 5-10 minut. Warzywa powinny być chrupiące.
Karkówkę pokroić w plastry, ułożyć na talerzu razem z warzywami. Posypać posiekaną kolendrą. Dobrym dodatkiem będzie również makaron ryżowy.
IMG_0609